W polskiej kulturze XX wieku niewiele jest wizerunków tak trwałych jak sylwetka Zbigniewa Cybulskiego – młodego, nerwowego, intuicyjnego aktora, który w latach 50. i 60. zrewolucjonizował sposób myślenia o filmowym bohaterze. Jego „nowoczesność” – w sensie stylu gry, zachowania, energii oraz reakcji na świat – dla wielu widzów uosabiała przełom pokoleniowy. A najbardziej widocznym elementem tej nowoczesności były ciemne okulary, które Cybulski nosił często zarówno poza kamerą, jak i w części swoich filmowych ról
Nie były one jednak zwykłym rekwizytem. Z czasem urosły do rangi symbolu, dopełniającego mit „polskiego Jamesa Deana”, który nie tylko wyglądał inaczej niż większość polskich aktorów epoki, ale również inaczej żył, inaczej pracował i inaczej myślał o filmie. Zrozumienie fenomenu tych okularów – ich funkcji, historii, anegdot, znaczeń oraz tego, jak były odbierane przez samego aktora i przez innych – pozwala zobaczyć, jak tworzy się legenda. I jak przenika się w niej realne życie z wizerunkiem, świadoma kreacja z przypadkiem, praktyczne potrzeby z artystycznym instynktem.
Artykuł Karykatury.com podejmuje próbę uporządkowania wiedzy o tym szczególnym elemencie stylu Cybulskiego: skąd się wziął, jaką miał rolę, co na jego temat mówiono oraz jakie miejsce zajął w filmach, w których aktor występował. Choć nie wszystkie fakty można dziś ustalić z absolutną precyzją – szczegółowe dane o jego wadzie wzroku nie zachowały się w dokumentach publicznych – istnieje wystarczająco wiele świadectw, wypowiedzi współpracowników, przyjaciół i badaczy, aby zrekonstruować kontekst możliwie rzetelnie.
Od czego zaczęła się historia okularów Cybulskiego
W przeciwieństwie do wielu późniejszych legend, które kształtują się wokół celebrytów, w przypadku Cybulskiego noszenie okularów nie było wyłącznie wyborem stylu. W kilku relacjach jego bliskich oraz współpracowników pojawia się motyw realnej wrażliwości oczu na światło. Cybulski miał mieć tendencję do mrużenia powiek w ostrym świetle, co przeszkadzało mu zarówno w grze na planie, jak i w codziennym funkcjonowaniu. Ciemne okulary pozwalały mu swobodniej pracować, zachowywać naturalność w ruchu i uniknąć problemów, które – jak sam miał niekiedy żartować – utrudniały mu „normalne patrzenie na świat w południe”.
Mówiono także o możliwej krótkowzroczności, choć brak potwierdzenia co do jej skali. Niektórzy koledzy wspominali, że zdarzało mu się zsuwać okulary, aby przyjrzeć się drobnym detalom lub przeczytać tekst, co mogłoby sugerować, że ciemne szkła nie były korekcyjne, lecz noszone głównie z powodów funkcjonalnych i wizerunkowych. Inne relacje wskazują jednak, że Cybulski miał również szkła korekcyjne, choć niekoniecznie używał ich konsekwentnie, bo nie lubił zwykłych okularów i uważał je za element psujący sceniczny czy filmowy efekt.
Najpewniejsze jest to, że aktor był światłoczuły, co potwierdza wielu jego współpracowników. Ciemne szkła miały dużą wagę praktyczną – zwłaszcza na planach filmowych, gdzie intensywne oświetlenie było znacznie silniejsze niż to, z którym mamy styczność w naturalnym środowisku. Jednocześnie okulary zaczęły pełnić rolę nie tylko ochronną, ale i wizerunkową. Z czasem stały się jego „drugą twarzą”.
Zbigniew Cybulski. Jak ciemne szkła zaczęły budować mit
Nie sposób ustalić dokładnej daty, od której Cybulski zaczął konsekwentnie nosić okulary, ale ślady ikonograficzne wskazują, że już w połowie lat 50. pojawiał się w nich podczas spotkań artystycznych, prób, zdjęć i sesji fotograficznych. Ważnym środowiskiem, w którym zaczął się budować jego nowoczesny wizerunek, była trójmiejska bohema – studenci, twórcy, poeci, malarze, aktorzy, którzy wówczas tworzyli środowisko Klubu „Bim-Bom”.
Tam właśnie jego okulary zaczęto postrzegać nie tylko jako element praktyczny, ale także jako znak mentalnej przynależności do nowego pokolenia. Były symbolem luzu, niekonwencjonalności, miejskiego stylu życia. „Bim-Bom” tworzył własny język sceniczny i estetyczny, w którym nie obowiązywały zasady tradycyjnego teatru. Ciemne szkła pasowały do tej filozofii: wyglądały współcześnie, światowo, antykonserwatywnie.
W kulturze popularnej nie brakowało wówczas aktorów i muzyków, którzy nadawali okularom nowe znaczenia – James Dean, Jean-Paul Belmondo, Jack Kerouac, a później John Lennon. Cybulski nie kopiował ich wprost, ale wpisywał się w ten sam klimat międzynarodowej młodzieżowej kontrkultury. W polskich realiach tamtych lat miał jednak znacznie większą siłę oddziaływania. Na tle tradycyjnych aktorów teatralnych, którzy przyjmowali bardziej klasyczny styl, jego image był rewolucyjny.
Okulary Cybulskiego stały się więc ikoną z dwóch powodów: po pierwsze – z powodu funkcjonalnej potrzeby, po drugie – z powodu świadomej (lub półświadomej) kreacji wizerunku, który idealnie zgrał się z ówczesnym duchem epoki.
Cybulski o swoich okularach
W swoich wypowiedziach – zachowanych w wywiadach, rozmowach, anegdotach wspominanych przez innych, Cybulski zazwyczaj zbywał temat okularów żartem. Nie lubił analizować siebie w sposób deklaratywny, wolał ironię i dystans. W jednym z wywiadów miał powiedzieć, że nosi okulary, „bo oczy mam nadwrażliwe, a ludzie za jasne”. W innym – że „świat wygląda bardziej przyzwoicie, kiedy jest trochę przyciemniony”.
Przede wszystkim jednak nie traktował ich jako symbolu, choć miał świadomość, że dla innych tak właśnie wyglądają. Nie zabiegał o to, by nosić je w każdej roli. W wielu filmach w ogóle ich nie ma, bo wymagała tego koncepcja postaci (np. w „Rękopisie znalezionym w Saragossie”, „Jak być kochaną”, „Pociągu”). Ale nawet jeśli wchodząc na plan zdejmował słynne ciemne szkła, to pozostawał aktorem kojarzonym przede wszystkim z ich obecnością.
Okulary działały na jego korzyść: skracały dystans, tworzyły barierę, ale jednocześnie budowały pewien rodzaj magnetyzmu. Ludzie często mówili, że z okularami wyglądał tajemniczo i niedostępnie, ale jednocześnie bardzo współcześnie. A on sam, choć nie przyznawał tego wprost, musiał doceniać ten efekt, skoro okulary towarzyszyły mu niemal na co dzień.
Co mówili o jego okularach inni
Badacze, krytycy filmowi i współpracownicy wielokrotnie zwracali uwagę na szczególny efekt, jaki okulary wywoływały w kontakcie z widzem. Nadawały twarzy aktora ostre, wyraźne rysy i budowały kontrast między dynamiczną grą ciała a pozostającą w cieniu mimiką oczu. W polskim kinie tamtych lat było to bardzo nowe. Kamera zwykle „czyta” emocje z oczu; Cybulski, częściowo zasłaniając je, przenosił akcent na ruch, gest, energię.
Krytycy zauważali, że ten gest – choć niewielki – symbolizował nową aktorską estetykę: bardziej fizyczną, niespokojną, intensywną. Okulary nie tyle ukrywały emocje, ile je podkreślały przez to, że trzeba było je odczytywać inaczej.Współpracownicy często wspominali, że jego okulary były też strategią prywatną: pozwalały mu ukryć zmęczenie, niewyspanie, stres, czasem kaca, czasem życie w zawrotnym tempie, które prowadził. Dawały mu poczucie minimalnej prywatności w świecie, który coraz chętniej śledził jego każdy krok.
Wielu młodszych aktorów w późniejszych latach deklarowało, że okulary Cybulskiego były inspiracją – nie jako element mody, ale jako symbol wolności, niepokorności, niepodrabialności. To nie szkła, ale postawa, którą symbolizowały.
Okulary w filmach Cybulskiego: w jakich filmach gdzie zagrały
Choć w części filmów musiał je zrzucić, by nie zaburzać realiów epoki, są też produkcje, w których okulary stały się integralnym elementem postaci. Warto wymienić najważniejsze tytuły:
„Popiół i diament” (1958) – rola Maćka Chełmickiego to najważniejszy moment w jego filmowej biografii, a ciemne okulary stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów powojennego polskiego kina. Scena z podpalanymi kieliszkami, z jego twarzą na pół w cieniu, to dziś symbol.
„Do widzenia, do jutra…” (1960) – film współtworzony przez środowisko „Bim-Bomu”, bardzo osobisty, nowofalowy w duchu. Tam okulary wpisują się w wizerunek artysty żyjącego życiem pełnym improwizacji, emocji i spontaniczności.
„Giuseppe w Warszawie” (1964) – komediowa rola z charakterystycznym nerwowym wdziękiem Cybulskiego; okulary pojawiają się m.in. w scenach ulicznych.
„Jowita” (1967) – jeden z najbardziej „nowoczesnych” wizualnie filmów z jego udziałem, w którym okulary są częścią współczesnego, zdezorientowanego mężczyzny.
„Morderca zostawia ślad” (1967) – w tym kryminale okulary uzupełniają image bohatera żyjącego na granicy światów moralnych i społecznych.
W wymienionych tytułach okulary nie są przypadkiem – współtworzą rolę i przesuwają ją bliżej współczesności, której polskie kino bardzo wówczas potrzebowało.
Symbol pokolenia: okulary jako metafora przemiany
Okulary Cybulskiego zaczęły funkcjonować nie tylko jako emblemat jednej osoby, ale jako symbol generacji, która w latach 50. i 60. chciała odrzucić skostniałość, schemat, powojenny ciężar. Były znakiem buntu, ale nie wprost – raczej buntu estetycznego, obyczajowego, mentalnego. Mówiły: można być inaczej, żyć inaczej, grać inaczej. Nie trzeba powtarzać rozwiązań poprzednich pokoleń.
Stały się częścią języka młodości tamtych lat. Przyjaciele z „Bim-Bomu” podkreślali, że kiedy Zbyszek pojawiał się w ciemnych okularach, natychmiast zmieniał się klimat całej przestrzeni. Był jak katalizator nowego sposobu bycia, opartego na ekspresji, spontaniczności i pewnym uroczym nieprzystosowaniu.
Ta metaforyczna funkcja okularów przetrwała jego śmierć i przeszła do historii polskiej popkultury. Nawet ci, którzy nie widzieli wszystkich jego filmów, mają przed oczami wizerunek chłopaka w ciemnych szkłach, biegnącego przez kadr, jakby czas wciąż go gonił.
Okulary, które stały się legendą polskiego filmu
Historia okularów Zbigniewa Cybulskiego to historia przedziwnego splotu funkcji praktycznej, świadomego wizerunku, osobowości aktora i klimatu epoki. Nosił je, bo potrzebował ochrony oczu; nosił je, bo w nich czuł się naturalnie; nosił je, bo – świadomie lub nie – wyznaczał nimi pokoleniowy znak odrębności. Stały się jego wizytówką, choć nigdy nie walczył o nie jako o symbol.
Po jego śmierci okulary zaczęły żyć drugim życiem: jako ikona polskiej nowoczesności, jeden z najbardziej rozpoznawalnych artefaktów powojennego kina. To one współtworzą legendę aktora, którego energia, wrażliwość i charyzma zmieniły na zawsze sposób widzenia filmowego bohatera.
Dziś, patrząc na zdjęcia Cybulskiego, trudno wyobrazić go sobie bez ciemnych szkieł – choć przecież w wielu jego rolach ich nie było. Ale legenda rządzi się własnymi prawami. Czasem jeden przedmiot wystarczy, aby uruchomić całą mitologię. W wypadku Zbigniewa Cybulskiego takim przedmiotem były ciemne okulary – niepozorne, a jednocześnie pełne znaczeń, które zbudowały obraz człowieka na zawsze wpisanego w historię polskiej kultury.
Zbigniew Cybulski: (c) Karykatury.com / GR
Zobacz też:
> Ciekawostki o Nowym Jorku
> Ciekawostki o snach


