W ostatnich latach coraz częściej przy różnych okazjach słyszymy i czytamy: „swój własny”. Czy jest poprawne? A może nie całkiem, lecz jest przez nas nadużywane? Czy powielanie słów „swój” i „własny” jest poprawne? Może używamy go, bo ma pokreślić, że coś jest „własne” czyli nikt inny tego nie ma?
Czy jest swój cudzy?
Skoro nieustannie mówimy i piszemy, że coś jest swoje własne – na pewno jest też (to logiczne!) określenie: „swoje cudze”? Wujek Google, jak zwykle pomocny w takich kwestiach, milczy. Choć wszyscy wokół co chwilę używają określenia „swój własny”, nikt nie używa „swój cudzy”. A przecież powinno to być oczywiste. Skoro jest dobry – jest też zły. Skoro głupi – jest i mądry, skoro biedny – to i bogaty. Skoro jest „swój własny” – czemu nie ma „swój cudzy”?
Wszystko może być swoje własne
Określenie to zaczynamy używać już w sprawach codziennych. Mamy swój własny komputer, samochód elektryczny, tort, znaczek pocztowy, naszyjnik, komiks, T-shirt, tapicerowany stołek, kalejdoskop, prezent i upominek. Niektórzy mają swój własny podcast, hashtag, scenariusz, pomysł, nawet swój własny Manhattan. Ktoś wzywa: Nagraj swój własny teledysk albo: Kup swój własny podziemny podnośnik koszowy!
To określenie szczególnie ważne do podkreślenia nie tylko stanu posiadania, ale i osobowości. Mamy swój własny styl (np. ubierania) oraz swój własny świat. Pogląd, sposób na coś, azyl, zapach, nawet przepis na studia oraz swój własny kurs online.
Określenie dobrze sprawdza się w sprawach biznesu i ekonomii. Możemy mieć swój własny biznes, sklep online, kantor, styl zarządzania oraz system rezerwacji. Osiągamy swój własny sukces, oczywiście wykorzystując do tego swój własny czas. Mamy swój własny wkład (w coś), można też zrobić swój własny audyt strony internetowej lub swój własny cyfrowy katalog firmowy.
Swoja własna wojna i polityka
Niektóre armie świata mają swój własny okręt wojenny. Państwa budują swój własny kosmiczny teleskop albo pojazd księżycowy. Można mieć swój własny pomysł na wodór, nawet (ale czy faktycznie?) swój własny Układ Słoneczny. Osoby wierzące, mają swój własny styl życia religijnego, a miłośnicy roślin – swój własny las w słoiku.
Niedawno Rosjanie zestrzelili swój własny helikopter (już wiemy, że nie mogli zestrzelić swojego cudzego), a Putin pobił swój własny rekord. Poza tym każdy z nas ma swój własny naród, cokolwiek to oznacza. Jeśli chodzi o świat zwierząt – podobno są zwierzęta, które mogą zjadać swój własny ogon.
Codzienny język Polaków
Wszystkie „swoje własne” w tym tekście nie wymyślił satyryk, znalazłem je w Internecie. To określenie używane jest powszechnie, weszło do języka codziennego, ale wciąż coś mi na logikę nie pasuje.
Określenie „swój własny” stało się horrorem, określeniem – wytrychem, który teraz już niemal wszyscy używają bez zastanowienia, jako coś, co należy powtarzać przy wszelkich okazjach.
Co na to specjalista?
Kiedyś w przypadku wątpliwości można było zapytać językoznawcę, np. profesora Miodka. Dziś każdy woli spytać sztuczną inteligencję. Nie dlatego, że ma więcej wiedzy (choć zapewne ma), ale że jest w zasięgu ręki każdego z nas i odpowie prawie natychmiast. Oto, czego się od niej dowiedziałem.
Wyrażenie jest poprawne składniowo i od dawna występuje w polszczyźnie, ale w ostatnich kilkunastu latach uległo wyraźnej hiperbolizacji. Pierwotnie służyło wzmocnieniu posiadania lub przynależności („swój własny dom” zamiast cudzego), dziś stało się pleonazmem używanym nawet tam, gdzie „swój” już w pełni wystarczy. To typowy mechanizm językowy zwany redundancją ekspresywną – powtarzamy, bo chcemy mocniej podkreślić indywidualność lub wyłączność.
Podobnie działały kiedyś „biały śnieg” czy „mokre morze”, które też z czasem wyszły z użycia, gdy przestały być potrzebne. „Swój własny” nie ma symetrycznego przeciwieństwa „swój cudzy”, bo logika posiadania jest asymetryczna – „swój” z definicji wyklucza cudze, więc dodawanie „własny” nie tworzy nowej kategorii, tylko wzmacnia emocjonalnie tę istniejącą.
W efekcie mamy do czynienia z modnym fillerem, który brzmi „bardziej swojsko” i „bardziej prywatnie”, choć semantycznie nic nie wnosi. To zjawisko podobne do angielskiego „my own personal” – całkowicie zbędne, ale dające poczucie większej intymności. W mowie potocznej i w reklamie raczej się utrwali, w tekstach starannych warto go świadomie ograniczać. Nie jest błędem, jest nadużyciem. I właśnie to nadużycie drażni najbardziej.
Tekst: (c) Karykatury.com
Na ilustracji: mój własny goryl
Zobacz też:
>
>


