Gdy ktoś ma swoje „5 minut”, nagle przyczepiają się do niego pijawki. Głównie po to, aby zarobić. Najprawdopodobniej tak było w historii, którą opiszemy poniżej. A poza tym w tej historii chodzi o karykatury. Karykatury sportowców
Agent i marketing sportowy
Dwójka medalistów olimpijskich. Okładki, wywiady, programy telewizyjne. Ktoś musi kierować medialną karierą takich sportowców. I ten ktoś postanowił zamówić karykaturę swych podopiecznych. Nie dlatego, bo jest miłośnikiem tego rodzaju sztuki, ale po to, żeby jeszcze więcej zarobić.
Pomysł był dosyć oryginalny, a nawet marketingowo niezły. Do informacji marketingowej wysłanej internetowym mailingiem do dziennikarzy sportowych, miała zostać dołączona karykatura sportowców. A jak będą o gwiazdach pisać, obok tekstu w gazecie będą mogli za darmo wydrukować karykaturę. I każdy będzie zadowolony. Sportowcy i ich agent, redakcje i czytelnicy.
Zamówienie karykatury sportowców
Karykatura miała być wysokich lotów, nic dziwnego że facet od marketingu trafił do Karykatury.com, skuszony przykładami naszych karykatur. Doszło do osobistego spotkania w Warszawie i wszystko wspólnie obgadaliśmy. A że były to osoby na topie, a facet sprawiał dobre wrażenie speca od sportowego marketingu, nie wzięliśmy żadnej zaliczki, ani nie podpisaliśmy umowy. Wychodząc za założenia, że solidni partnerzy powinni sobie ufać. A „opiekun” gwiazd jest godzien zaufania.
Były szkice, dyskusje, akceptacja, pierwszy obrazek (wtedy okazało się, że facet oczekiwał karykatur bardziej „odjechanych” i „dowcipniejszych”). I taki finalnie (drugi) obrazek otrzymał. Nic dziwnego, że bardzo mu się spodobał. Jednak w tym momencie zmienił zdanie i zaczął stawiać żądania. Już nie chodziło o wykorzystanie karykatury w mailingu, ale o sprzedaż praw autorskich.
Prawa autorskie
– Bo wie pan, tak fajnie wyszło. Zrobimy jakieś kubki, koszulki, gadżety, pójdzie do sprzedaży…
Ponieważ temat zakupu praw autorskich i zarabianie na cudzej pracy (czyli specjalnie stworzonej karykaturze) to coś zupełnie innego niż jednorazowe wykorzystanie w mailingu, gazetach i spraw z tym związanych, było oczywiste, że wstępnie ustalona kwota musi być wyższa. A potem niech już sobie facet zarabia na tych gadżetach ile wlezie, skoro ma takie biznesowe pomysły.
Jednak kwota za sprzedaż praw autorskich (niedużo, bo 2 razy wyższa od kwoty uzgodnionej na początku), rozjuszyła pana od sportowego marketingu i biznesu. On chciał mieć prawa autorskie za pierwotną kwotę i kropka. Chciał zarabiać na karykaturze kupionej za symboliczną kwotę, a my na takie cwaniactwo nie mogliśmy się zgodzić. Facet został z niczym, a my zostaliśmy z karykaturą, której nikt już nie kupi.
Na zakończenie
Minęło trochę czasu. Sportowcy już dawno zapomnieli o swych największych sukcesach i wywiadach, cwaniaczek od marketingu sportowego pewnie już dawno zajął się innym biznesem, ale Karykatury.com wciąż działają. Jedni mają swoje pięć minut i chcą się natychmiast nachapać kasy, inni na swoją markę pracują latami. Który model na życie jest lepszy? Cóż, ilu ludzi, tyle odpowiedzi na to pytanie.
Karykatury sportowców: (c) Karykatury.com
P.S.
Ilustracja fotograficzna na górze, ani nawet dyscyplina sportowa, nie mają nic wspólnego z tematem powyższego tekstu. A opisana historia jest jak najbardziej autentyczna.


