Pinezki pismo satyryczne okładka
Pinezki pismo satyryczne okładka
w

Pinezki. Dlaczego satyryczny projekt Sakiewicza upadł?

W historii polskich mediów po 1989 roku nie brakuje prób zagospodarowania luki, jaką po sobie zostawiły wielkie tytuły satyryczne okresu PRL. Jedną z najbardziej wyrazistych, a zarazem budzących największe emocje inicjatyw, był miesięcznik „Pinezki”. Wydawany przez Niezależne Wydawnictwo Polskie (wydawcę „Gazety Polskiej”), zadebiutował pod koniec 2010 roku z ambicją stania się nowoczesną odpowiedzią na tradycję „Szpilek”, choć rzeczywistość rynkowa i redakcyjna szybko zweryfikowała te plany

Zapowiedzi wejścia „Pinezek” na rynek budziły spore zainteresowanie. Tomasz Sakiewicz, prezes wydawnictwa, nie krył, że chce stworzyć pismo, które formą i jakością nawiązywałoby do dawnych „Szpilek”. Na stanowisko redaktora naczelnego powołano Jerzego Targalskiego (znanego również jako Józef Darski), postać kojarzoną z bezkompromisową dekomunizacją mediów publicznych.

Początkowe założenia były imponujące: nakład sięgający 100 tysięcy egzemplarzy, objętość około 100 stron i zespół składający się z uznanych nazwisk prawicowej satyry. Na łamach pisma pojawili się m.in. Jan Pietrzak, Janusz Rewiński, Marcin Wolski oraz Tadeusz Buraczewski. Miała to być „satyra walcząca”, skierowana przeciwko rządom PO-PSL oraz dominującym mediom głównego nurtu.

Nazwa pisma sugerowała lekkość i subtelne „kłucie” władzy, jednak lektura „Pinezek” szybko ujawniała, że redakcja woli cięższy kaliber. Zamiast pinezek, czytelnik otrzymywał humor, który krytycy porównywali raczej do pistoletu do wstrzeliwania kołków. Była to satyra ściśle polityczna, pozbawiona wątków obyczajowych czy egzystencjalnych, skoncentrowana na „łojeniu” elit III RP.

Głównymi bohaterami żartów stali się Adam Michnik, Donald Tusk, Bronisław Komorowski oraz dziennikarze TVN i „Gazety Wyborczej”. W świecie „Pinezek” Polska jawiła się jako „Ubekistan” lub „Tuskoland” – miejsce opresyjne, rządzone przez durniów i agentów. Często stosowano zabiegi prześmiewczego przekręcania nazwisk (np. „Gadam”, „Kupa Woj”, „Durniok”), co stało się znakiem rozpoznawczym pisma, ale jednocześnie budziło zarzuty o niski poziom humoru.

Projekt „Pinezek” od początku był porównywany do tygodnika „NIE” Jerzego Urbana. O ile jednak „NIE” operowało cynizmem i prowokacją, „Pinezki” postawiły na prostotę przekazu, która wielu recenzentom kojarzyła się z radzieckim pismem satyrycznym „Krokodyl”. Był to humor klasowy, ideowy, pozbawiony dwuznaczności.

Kontrowersje wzbudzała nie tylko tematyka, ale i język. Mimo że pismo miało trafiać do konserwatywnego czytelnika, nie stroniło od wulgaryzmów i mrocznych żartów o podtekście erotycznym, co stawiało pod znakiem zapytania spójność wizerunkową tytułu. Wielu autorów, obawiając się (według ich własnej narracji) represji ze strony władz, publikowało pod pseudonimami, takimi jak Pajasz, Marjot czy Uszczyp.

Mimo silnego zaplecza i obecności „gwiazd” kabaretu, „Pinezki” nie zdołały utrzymać się na rynku jako samodzielny byt. Przyczyn było kilka:

  1. Zbyt wąska grupa docelowa: Humor okazał się czytelny niemal wyłącznie dla twardego elektoratu PiS i czytelników „Gazety Polskiej”.
  2. Brak lekkości: Satyra, która jest jedynie „maczugą na wroga”, szybko męczy czytelnika szukającego rozrywki.
  3. Problemy ekonomiczne: Utrzymanie 100-stronicowego pisma satyrycznego bez szerokiego portfela reklamowego okazało się niemożliwe.

Ostatecznie „Pinezki” zniknęły z kiosków, stając się kolejną efemerydą na mapie polskiej satyry. Projekt ten pokazał, że samo przekonanie polityczne nie wystarcza, by stworzyć tytuł dorównujący legendzie „Szpilek”. Luka rynkowa po pismach satyrycznych pozostała niewypełniona aż do czasu, gdy humor przeniósł się niemal całkowicie do internetu w formie memów.

Pinezki: (c) Karykatury.com / GM

Recenzja pierwszego numeru pisma satyrycznego „Pinezki”

Odżałowałem 2 złote, kupując „Pinezki” i nie żałuję tego zakupu. Bo dotychczas wydawało mi się, że nie można zrobić nic gorszego niż satyryczne, antysemickie pisemka Bubla. A teraz wiem, że to możliwe. Wydawca i autorzy podobno szykowali coś a la „Szpilki”, a wyszedł „Krokodyl”, tylko że jest to znacznie gorszy i skromniejszy produkt od tego radzieckiego pisma satyrycznego. Jeśli „Pinezki” miały być przeciwwagą do urbanowego pisma NIE, to wyszło wyjątkowo kiepsko.

„Pinezki”, z podtytułem: Satyra polityczna, uprawiają satyrę walczącą. Ciężką jak diabli i chyba zrozumiałą tylko dla tych, którzy kochają PiS i prezesa Kaczyńskiego. Mogą się spodobać czytelnikom „Gazety Polskiej”, słuchaczom „Radia Maryja” i widzom „TV Trwam”. Jeśli miała to być próba ośmieszenia obecnej władzy, to jest ona bardzo nieudolna. Przekonania polityczne autorów nie wystarczą, aby robić satyrę polityczną.

Z kim walczą autorzy? W zasadzie, jak większość pism satyrycznych, z władzą: rządem, Tuskiem, prezydentem Komorowskim. Także z mediami i ludźmi mediów – tych, którzy nie przepadają za PiS-em i Kaczyńskim. Dostaje się tym głównie TVN-owi (zwanemu TV BUC) i jego prezesowi Mariuszowi Walterowi. Jest też Szymon Majewski (Szymo Majeran, Celebrytan), Grzegorz Miecugow (Niecugow), Justyna Pochanke (Pochamke), obie Kwaśniewskie, Monika Olejnik (Olejniak), Siekielski i Morozowski (Siekielskow i Morozow), Kamil Durczok (Durniok), Kuba Wojewódzki (Kupa Woj). Aktorka Anna Mucha przedstawiona została jako mucha i została nazwana Substytutką (śmieszne?), jest też Maciej Maleńczuk jako Prostytut.

Skrót partii uciekinierów z PiS-u czyli PJN, rozszyfrowany został jako: Plujmy Jak Najwięcej, Patrzcie Jak Nasraliśmy albo Pakt Jedności Nikczemników. Prezydent Komorowski, to kamrat Putina. Jest i o Adamie Michniku i „Gazecie Wyborczej” oraz tekst, w którym zdaje się zabawnym miało być użycie niezliczonej liczby wyrazów na: k, d, ch – więc obawiam się, że wspomnianym wyżej słuchaczom Radia Maryja „Pinezki” mogą się jednak nie spodobać.

Hm, obawiam się, że żarty mogą się podobać wyłącznie autorom. A to za mało, gdy robi się stutysięczny nakład. Już lepiej było to zrobić jako dodatek do „Gazety Polskiej”.

Recenzja: Szczepan Sadurski (satyryk, karykaturzysta, przez ponad 20 lat wydawca ogólnopolskiej prasy satyrycznej, w tym słynnego Dobrego Humoru oraz pisma satyrycznego Twój Dobry Humor

2010-12-30
. Tekst w latach 2010-2026 był w Sadurski.com

Zobacz też:
> Pisma satyryczne w Polsce na przestrzeni lat
> Twój Dobry Humor / Kościotrup – pismo satyryczne

Karykaturzysta

Szczepan Sadurski - rysownik prasowy, karykaturzysta, dziennikarz. Jego rysunki z podpisem SADURSKI zna kilka pokoleń Polaków. Ci, którzy w latach 80-ych kupowali słynny tygodnik Szpilki i ci, którzy w latach 90-ych czytali gazetkę z dowcipami Dobry Humor. Możesz go znać z prasy, programów telewizyjnych, ilustracji książkowych, reklam.
Obecnie słynie głównie z karykatur rysowanych na żywo, na eventach. Jeden z najszybszych karykaturzystów świata - tak pisała o nim prasa w Nowym Jorku, gdzie miał cykl wystaw. Gość festiwali (m.in. Francja, Australia), juror międzynarodowych konkursów karykatury (m.in. Turcja, Szwecja) i autor wystaw indywidualnych (m.in. USA, RPA, Litwa). Jest przewodniczącym Partii Dobrego Humoru (Good Humor Party), międzynarodowej organizacji.
Karykatury.com - to serwis www przybliżający sztukę karykatury, publikujący też dowcipy, ciekawostki oraz ciekawe artykuły na wiele tematów. Co miesiąc odwiedza go kilkanaście tys. osób.

polskie pisma satyryczne humor satyra

Historia polskiej satyry drukowanej. Szpilki, Karuzela i fenomen Superpressu

plenery karykaturzystów karykaturzyści w Zamosciu ratusz rysunek Szczepana Sadurskiego

Elita polskiej karykatury w Zamościu. Wspomnienia z pleneru w 1994 r.