Kiedy Kazimierz Pawełek pisał „Dziennikarską ruletkę”, nie przypuszczałem, że po latach znajdę w niej aż trzy fragmenty dotyczące mojej osoby. Dzięki książce dowiedziałem się, jak zapamiętał mnie człowiek, który poznał mnie jeszcze jako licealistę przynoszącego pierwsze rysunki do redakcji. Jego wspomnienia są ciekawe pozwalają spojrzeć z perspektywy doświadczonego dziennikarza na moje początki jako rysownika.
„Dziennikarska ruletka” i trzy fragmenty o mnie
Coś mnie korciło, żeby kupić książkę Kazimierza Pawełka (1936-2017) „Dziennikarska ruletka”, wydaną przez Multico w 2009 r., czyli 17 lat temu. Mój osobisty artykuł o Kaziu Pawełku mam już prawie gotowy do publikacji, ale chciałem go lepiej poznać dzięki tej książce.
Jednak zanim zacząłem ją czytać, znalazłem aż trzy fragmenty na swój temat, w czym pomógł mi indeks nazwisk umieszczony na końcu.
Ponad 350 stron, 76 tekstów o sobie, „Kurierze Lubelskim”, jego dziennikarzach i nie tylko. Kazimierz Pawełek przez lata poznał mnóstwo ludzi, ale mnie najwyraźniej dobrze zapamiętał. I ja jego też – byliśmy przecież z tej samej, satyrycznej gliny.
Kazimierz Pawełek – dziennikarz i satyryk
Kazimierz Pawełek był dziennikarzem, satyrykiem (pisał teksty kabaretowe), redaktorem naczelnym „Kuriera Lubelskiego” i senatorem. Przez dekadę tworzyliśmy w Lublinie duet autorski, tworząc szopki noworoczne (on – teksty, ja – rysunki), także komiksy. Zrobił ze mną chyba dwa wywiady, napisał o mnie cztery felietony, a nasze drogi w czasie, gdy mieszkałem w Lublinie (głównie lata 80.) krzyżowały się co chwilę.
Jak Kazio zapamiętał i wspominał mnie? Tego dowiedziałem się już 9 lat po jego śmierci, ze wspomnianej książki. Zresztą przeczytaj poniższy fragment. Strona 144, rodział „Nasi współpracownicy”. Wśród szeregu nazwisk nieetatowych współtwórców „Kuriera Lubelskiego” wymienił mnie jako drugiego, po aktorze i rysowniku Ludwiku Paczyńskim.

Jak Pawełek zapamiętał młodego rysownika – fragment książki
„Szczepan Sadurski był, mogę to śmiało powiedzieć, moim odkryciem. Poznałem go, gdy był jeszcze uczniem drugiej klasy liceum i zjawił się u mnie, w redakcji, przynosząc kilka rysunków. Przyznał się od razu, że był już z tymi rysunkami w redakcji Sztandaru Ludu, ale redaktor Janusz Malinowski, który je oglądał, powiedział, że są kiepskie i żadnego nie zamieści. I żeby mu więcej głowy nie zawracał. Postanowił jeszcze przyjść do mnie, bo słyszał, że jestem satyrykiem, a jego prace to właśnie rysunki o takim charakterze. I ja mogę je właściwie ocenić.
Przejrzałem je uważnie. Nie były to pomysły oryginalne, ale zauważyłem, dość charakterystyczną kreskę, inną niż widywałem u wielu znanych rysowników. To było coś nowego, ludzie z rysunków Szczepana Sadurskiego byli jego własną, całkiem oryginalną wizją, bardzo zresztą śmieszną.
Zaproponowałem młodemu licealiście, że będziemy przez pewien czas pracowali wspólnie, tworząc komiksy. Ja będę wymyślał fabułę, a on będzie do niej tworzył rysunki. I trwać to będzie dotąd, aż on sam wymyśli coś oryginalnego i powie mi – stop, teraz już pracuję sam.
Nie czekałem na to zbyt długo, może za dwa miesiące. Szczepan przyniósł własną koncepcję komiksu, co sprawiło mi wielką radość.
Ten młodzieniec dorastał błyskawicznie. Potem poszło jak po maśle. Sadurski wprost zasypywał redakcję swoimi pracami, które znajdowały miejsce na łamach gazety. Rysował też winiety do moich Szopek Noworocznych, w tym słynną z 1982 roku, która wywołała polityczny skandal, a Sadurskiemu przyniosła zasłużony rozgłos.
Szybko z tego skorzystał, założył własną firmę wydawniczą, która przez pewien czas zawładnęła rynkiem wydawnictw satyrycznych. Stał się kolekcjonerem niezliczonej liczby nagród z przeróżnych konkursów satyryków-rysowników. Jest popularny i bogaty, z czego cieszę się niezmiernie. I nigdy nie zapomniał o Kurierze Lubelskim, gdzie wzbijał się do startu na najwyższe szczyty popularności”.

Co warto uzupełnić
To bardzo życzliwe wspomnienie. Pawełek jako jako dziennikarz i mój przyjaciel, z pewnością by przytaknął, gdyby dowiedział się że chciałbym kilka szczegółów uzupełnić, aby powstał pełny obraz tego, co przeczytaliśmy wyżej.
Pisząc o redakcji można pomyśleć, że pisze o „Kurierze Lubelskim”, jednak pisze o „Głosie Budowlanych”, gdzie się poznaliśmy zanim trafił na etat do „Kuriera”. I to właśnie dla „Głosu Budowlanych” stworzyliśmy w sumie siedem komiksów, bo „Kurier” nie zdecydował się na ich publikację. Całkiem możliwe, że było to związane ze skandalem „szopkowym” właśnie w „Kurierze Lubelskim”. Chyba bano się, że znów coś wywinę i będą kolejne kłopoty.
Nawiązanie do Janusza Malinowskiego jest dosyć trafne, choć miało miejsce nieco później, a ocena moich rysunków była bardzo dosadna i niesprawiedliwa.
O zasypywaniu gazety rysunkami – tu Pawełek pisze zarówno o „Głosie Budowlanych”, jak i „Kurierze Lubelskim”, bo oba tytuły drukowały wtedy dużo moich rysunków.
Jeśli chodzi o pierwsze rysunki z czasów, gdy byłem nastolatkiem – tak, oczywiście, pomysły były niedojrzałe. I Kazimierz mógł to świetnie ocenić jako dojrzały człowiek i satyryk.
„I nigdy nie zapomniał o Kurierze Lubelskim” – Pamiętam nasze ostatnie osobiste spotkanie, w gabinecie, gdy był już naczelnym „Kuriera”, a ja od kilku lat mieszkałem w Warszawie. I żałuję, że nasze kontakty (z „Kurierem” i Pawełkiem) były już tak rzadkie. A „Kurier Lubelski” wspominam do dziś jako ważne doświadczenie młodego rysownika prasowego. I żałuję, że dziś nie mogę mu już podziękować za cenne rady.
Kazimierz Pawełek: (c) Szczepan Sadurski / Karykatury.com
Zobacz też:
> Reporter Lato. Wakacyjny cykl rysunków dla „Kuriera Lubelskiego”
> Szczepan Sadurski opuszcza Lublin. Wystawa w klubie Hades w 1993 roku


