Przed erą Internetu miliony Polaków szukały humoru w niewielkich gazetkach z dowcipami sprzedawanych w kioskach. Największym prywatnym wydawcą tego typu publikacji było wydawnictwo Superpress, które przez ponad dwie dekady stworzyło setki tytułów i opublikowało tysiące dowcipów oraz rysunków satyrycznych. To historia sukcesu zbudowanego na pomyśle i determinacji Szczepana Sadurskiego.
Jak narodził się Dobry Humor
Szczepan Sadurski od najmłodszych lat rysował i tworzył komiksy, które miały zabarwienie humorystyczne. Potem zaczął drukować w prasie rysunki satyryczne, zdobył Złotą Szpilkę’87, a gdy napisano w jednej z gazet „w Polsce osiągnął wszystko, co młody rysownik może osiągnąć”, postanowił zrealizować marzenie życia: wydawać gazetkę humorystyczną.
W podstawówce przez kilka lat tworzył dwustronicową gazetkę „Złodziej” – Miesięcznik Ligi Ochrony Bandytów. Jeden egzemplarz nakładu, kartka z zeszytu w kratkę, z literkami wpisywanymi długopisem. Były tu krótkie teksty, które go śmieszyły. Poziom humoru testował na kolegach z klasy. Powstało sto kilkadziesiąt numerów, robionych dla własnej przyjemności.
Do dziś Szczepan Sadurski wspomina chwile, gdy po założeniu w Lublinie swej prywatnej firmy o nazwie Wydawnictwo Superpress, intensywnie zbierał z różnych źródeł dowcipy słowne i na kartce spisywał propozycje tytułów przyszłej gazetki. Wybrał „Dobry Humor” i wkrótce z lubelskim oddziałem „Ruchu” podpisał umowę na dystrybucję ogólnopolską.

Pierwsze gazetki i błyskawiczny sukces
Pierwszy numer „Dobrego Humoru” ukazał się w nakładzie 20 tysięcy. Ponieważ Sadurski otrzymywał informacje, że błyskawicznie zniknął z kiosków już po kilku dniach, drugiego wydrukował 50 tysięcy, a trzeciego ponad 70 tysięcy. Był to dopiero początek dalszego wzrostu sprzedaży, co w kolejnych latach uczynił Superpress największym prywatnym wydawcą publikacji humorystycznych w Polsce.
Początkowo nawet znajomi nie wieścili sukcesu. Oceniano że gazetka wygląda maksymalnie na kilka tysięcy nakładu i szybko skończy się biznesowy zapał rysownika. Tymczasem Szczepan Sadurski wszystko postawił na jedną kartę. Po zainwestowaniu wszystkich oszczędności, o wsparcie poprosił rodzinę. Gdy zapłacił za druk trzeciego numeru, z Ruchu dopiero nadeszło rozliczenie oraz pieniądze za sprzedaż pierwszego.
Gazetka z dowcipami okazała się wielkim sukcesem. Niedługo potem Sadurski kupił komputer (wtedy te urządzenia były nowością!), zaraz potem pierwszy samochód (aby rozwiązać problem transportowy), a kilka miesięcy potem mieszkający od urodzenia w Lublinie rysownik-wydawca, wpłacił na mieszkanie w Warszawie i zaczął szykować się do przeprowadzki.
Gdy pojawiła się konkurencja
Gdy do „Dobrego Humoru” doszła książkowa seria „333 Najlepsze Dowcipy” oraz drugi tytuł prasowy „103 Najlepsze Dowcipy”, nie było tyle czasu, aby w publikacjach były tylko rysunki Sadurskiego.
Zwrócił się z propozycją współpracy do znajomych rysowników. Z perspektywy czasu okazało się, że była to decyzja, która szybko stworzyła mu konkurencję. Wkrótce dwaj z nich, publikujący w gazetkach Sadurskiego, widząc jak młodszy rysownik-wydawca radzi sobie na rynku prasowym, założyli własne tytuły o bardzo podobnym charakterze i wyglądzie, zapraszając do współpracy autorów publikujących w wydawnictwie Superpress.
To sprawiło, że Sadurski podniósł poziom swych publikacji, rozszerzył asortyment do pięciu miesięczników ukazujących się równocześnie. Rozszerzył też współpracę o znanych satyryków oraz założył duże pismo satyryczne „Kościotrup” (późniejsza nazwa „Twój Dobry Humor”).

Humor kontra biznes
Coraz większe nakłady budziły jeszcze większą zazdrość konkurentów. Gdzie postanowili uderzyć? Dwie „sprawy” trafiły do… Sądu Koleżeńskiego SPAK (Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury), choć dotyczyły działalności wydawniczej, a nie twórczości artystycznej.
„Sprawy” oddalono, ale Sadurski stracił stanowisko w Zarządzie Głównym. Wtedy zaczął jeszcze bardziej rozwijać własne działania, założył też Partię Dobrego Humoru – co znów nie spodobało się konkurencji, bo nadal był atakowany i… jeszcze bardziej zostawił ją w tyle.
Superpress i fenomen gazetek z dowcipami
21 lat nieprzerwanego wydawania czasopism humorystycznych i satyrycznych to ewenement na polskim rynku prasowym. Dwa słynne pisma: „Szpilki” i „Karuzela” ukazywały się w PRL-u i były wydawane de facto przez państwo. Potem było szereg pomysłów na powstawanie pism satyrycznych, które kończyły po kilku numerach. Okazywało się, że w biznesie sama chęć nie wystarczy, nawet jeśli za wydawcą (wznowione „Szpilki”) stoi duży kapitał.
Wydawnictwo Superpress było prywatne i działało na wolnym rynku. Nie otrzymywało subwencji, nie miało reklam i utrzymywało się tylko ze sprzedaży. Rysunki i teksty opublikowało tu kilkuset autorów, co też wyróżniało wydawnictwo na rynku. A gazetki z dowcipami Superpressu, szczególnie „Dobry Humor”, dziś nazywane są kultowymi. Warto dodać, że specjaliści oceniali, że w najlepszym okresie, co miesiąc czasopisma Superpressu czytało nawet milion Polaków.
Trudno dziś jednoznacznie ocenić wpływ wydawnictwa Superpress na rozwój polskiego humoru prasowego. Nie ulega jednak wątpliwości, że przez ponad dwie dekady Superpress należał do najważniejszych wydawców humoru w Polsce i na trwałe zapisał się w historii polskiej prasy satyrycznej.
Gazetki z dowcipami: (c) Rysunki.pl

Więcej informacji
Czy „Szpilki” i „Karuzela” były jedynymi znanymi pismami satyrycznymi PRL?
Nie, jednak należały do najbardziej rozpoznawalnych. Oba tytuły funkcjonowały w realiach państwowego rynku wydawniczego, gdzie liczba prywatnych inicjatyw była praktycznie zerowa. Po 1989 roku nowe pisma musiały już utrzymać się wyłącznie dzięki sprzedaży i zainteresowaniu czytelników.
Czy w PRL-u można było zostać prywatnym wydawcą czasopism?
Nie w takim znaczeniu jak po 1989 roku. Większość gazet i czasopism wydawały państwowe lub kontrolowane przez państwo wydawnictwa, a uruchomienie prywatnego ogólnopolskiego tytułu było praktycznie niemożliwe. Dopiero przemiany ustrojowe stworzyły warunki do powstawania niezależnych wydawnictw.
Dlaczego Szczepan Sadurski zaczął wydawać gazetki z dowcipami?
Od dawna chciał stworzyć własne pismo publikujące głównie dowcipy i rysunki, co było jego dziecięcym marzeniem. Założenie i wydawanie własnego czasopisma, gdy po zmianach ustrojowych było to możliwe, było przedsięwzięciem ryzykownym. Sadurski nie dysponował dużym kapitałem ani doświadczeniem wydawniczym, choć pracę redakcji i wydawnictw podpatrywał wcześniej jako współpracownik prasowy.
Zobacz też:
> Dlaczego Sadurski publicznie przepraszał Lecha Kaczyńskiego?
> Regionalne dodatki do „Twojego Dobrego Humoru”


