Jestem nazywany jednym z najszybszych karykaturzystów świata. Niektórzy wręcz piszą: najszybszy. Nie komentuję wszystkiego, co o mnie piszą, nie mam na to wpływu i nie protestuję. Dowiedz się, co kryje się za moją ekstremalną szybkością i czy chodzi tylko o rysowanie. Poznaj filozofię mojej prędkości
Najszybsze karykatury – czas najlepszym jurorem
Przykładów na moją szybkość w Internecie jest aż nadto: informacje w mediach (nie tylko polskich), zdjęcia z imprez, filmy, posty w mediach społecznościowych. To są informacje, czasem też komentarze i głosy zachwytu.
Jednak dla mnie (i chyba nie tylko dla mnie) najbardziej obiektywną i miarodajną oceną tego co robię, nie są grzecznościowe komentarze znajomych i nieznajomych. Jedynym obiektywnym jurorem tego co robię, jest czas mierzony zegarem. Coś trwa 100 sekund albo 60 sekund i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie polemizować z zegarem. Choć czasem zdarzają się i tacy.
Od lat w tym co robię, ważny jest czas i szybkość. Wiele rzeczy trzeba zrobić szybko, na ostatnią chwilę, „na wczoraj” – bo klient prosi i wymaga. Dla wielu moich klientów szybkość działania, to fundament lub coś bardzo ważnego. Jedna z oznak profesjonalizmu.
Oferta z lotniska na końcu świata
Zdarzało mi się odpowiadać na pytania klientów w drodze, daleko od Polski, podczas międzylądowania, na lotnisku przesiadkowym. Mógłbym tego nie robić, ale taki już jestem. Klient prosi o pilną odpowiedź – dostaje ją, niezależnie od okoliczności. I nie musi znać kulis oraz szczegółów.
Zdarzały się nawet zażalenia – że oferta szybka, niepełna, niezbyt profesjonalna. Oczywiście, mógłbym olać prośbę o wysłanie szybkiej oferty i odpowiedzieć kilka dni później, już siedząc spokojnie za biurkiem, przy komputerze z dostępnymi plikami. Pytanie jednak, czy faktycznie błyskawicznie wysłana oferta z lotniska jest mniej ważna i mniej profesjonalna, niż szczegółowa oferta kilka dni później, gdy termin na odpowiedź minął.
Najszybciej było w Birmingham
Na targach w angielskim Birmingham założenie mojej pracy było ekstremalne. Mam około 30 sekund na narysowanie podobizny twarzy osoby, która wymienia się wizytówką z przedstawicielem „mojego” stoiska i wymienia z nim kilka zdań. I leci dalej, bo „czas to pieniądz”, a podobnych stoisk i potencjalnych klientów do współpracy jest masa.
O ile w tych 30 sekundach się wyrabiałem, na końcu zostawała do zrobienia autorska sygnatura: SADURSKI. Osiem literek. Nawet jeśli pisanych dziesiątki tysięcy razy – taki podpis, w najbardziej ekspresowym tempie, wymaga 4 sekund. To dodatkowych kilkanaście procent pracy nad rysunkiem! I tych kilka dodatkowych sekund, to była pogoń za odchodzącą już od stoiska osobą – w trakcie, gdy wołałem aby nie odchodziła.
Dzień dobry czy witam?
Ludzie spierają się w internecie, dlaczego e-mail nie może zaczynać się od „Witam”. Gdy odpisujesz z lotniska między boardingami, takie dyskusje wydają się luksusem spokojnego życia.
„Witam” to 5 stuknięć w klawisze klawiatury, „Dzień dobry” – to ze spacją już 11. Ponad 100% więcej. W sytuacji, gdy mam do wyjścia na zaplanowane spotkania 15 minut i 15 e-maili do odpisania, dzwoniący telefon i niedopitą kawę – mam do wyboru: jednego lub kilku klientów olać i być może nie zarobić – tylko dlatego, że wszystkim pozostałym napiszę „Dzień dobry” zamiast „Witam”?
Pospiech jest wpisany w codzienną pracę różnych ludzi i wielu luzaków tego nie zrozumie. A może źle organizuję sobie pracę i chcę od życia zbyt wiele?
Ekstremalna szybkość
Praca najszybszego karykaturzysty, to nie tylko ekstremalnie szybkie rysowanie na imprezach. To także wszystko, co jest z tym związane – uzgodnienia, podpisywanie umów, dojazdy na czas i tak dalej. Trzeba to robić dokładnie, fachowo, ale często też szybko. A na deser jest szybkie rysowanie karykatur. Coś, co widać i budzi zachwyt.
Czas to pieniądz: (c) Szczepan Sadurski / Karykatury.com
Zobacz też:
> Maratony karykaturzysty eventowego czyli życie w biegu
> Moda na karykatury w Warszawie


