Problem: 30 osób zamawia karykaturę

poczucie humoru karykaturzysta prezent dla szefa

Czasem zadowolić jedną osobę, okazuje się nie lada wyzwaniem. Tym razem nadeszło zlecenie na wykonanie karykatury dla 60-letniej koleżanki z pracy. Gdy karykatura była gotowa – okazało się, że na obrazek składało się aż 30 osób. I każda z nich dopiero wtedy wyraziła swoje życzenia i opinie

Kilka złotych – kupa pieniędzy. Po tyle na karykaturę złożyli się pracownicy (nazwijmy to) pewnej firmy z branży medycznej. Choć to był chyba jakiś oddział w szpitalu. A ponieważ każdy „sponsor” chce mieć swoje zdanie – powstała góra problemów.

1. Uniform

Miała być narysowana „standardowa” pielęgniarka, a takich rysowałem już wiele i każdy był zadowolony. Fartuch pielęgniarki nigdy nie był problemem. Klientka, z którą wszystko uzgadniałem, nie mówiła niczego szczególnego na ten temat. Pielęgniarka po prostu miała być ubrana w fartuch. Gdy jednak sprawę przejął zupełnie inny człowiek (jeden z tej trzydziestki), nazwijmy go klientem-dublerem), okazało się, że klientka z którą wszystko uzgodniłem od A do Z, tak naprawdę tylko ze mną gawędziła towarzysko.

Otóż narysowałem fartuch, a powinien być uniform. – To pan nie wie, że w służbie zdrowia są teraz specjalne uniformy? Jak pan nie wiedział jaki uniform narysować, powinien pan spytać, a nie rysować jakiś tam fartuch.

2. Czepek

– Proszę pana, dlaczego ona na głowie nie ma czepka? Przecież jak ktoś nie ma czepka, to nie jest pielęgniarką!
Klienta-dublera nie zraziła odpowiedź, że klientka zrozumiała, iż dorysowywanie czepka do rozwichrzonych na wietrze włosów, to nienajlepszy pomysł. Zresztą ostrzegałem, że te rozczochrane włosy mogą być problemem (fryzura była jakby teoretyczna), niestety klientka nie dysponowała innym zdjęciem. I jak widać, to nie problem klintki, ale karykaturzysty.

3. Zdjęcia

– Proszę pana, czemu nie mówił pan, że chce więcej zdjęć? Mamy dużo zdjęć naszej koleżanki.
Ale to twierdził teraz klient-dubler. Klientka jak już wiemy twierdziła, że innych zdjęć koleżanki niestety nie ma i na pewno nie będzie. Nic na to nie poradzi. Trzeba rysować z tego, co jest. Z tego jedynego zdjęcia.

4. Twarz

– Ta pani wygląda starzej niż w rzeczywistości! Jeszcze się na nas obrazi, a obrazek ją zdołuje! – powiedział klient-dubler, choć na obrazku wyglądała całkiem korzystnie, na pewno podobnie i nie starzej do tego, co było widać na zdjęciu. Choć oczywiście każdy może mieć swoje zdanie. A może na obrazku miała być nastoletnia 60-latka?

– Dlaczego akurat tak ją pan przedstawił? – dziwi się klient-dubler, choć scenka z klientką została uzgodniona. Poza tym każdy karykaturzysta rysuje inaczej, ma swój styl, a każdemu klientowi może podobać się inny styl wykonania. Tego klient-dubler nie wie.

– Proszę pana, nie wchodziłem na pana stronę i nie widziałem żadnych pana karykatur. Przecież każdy wie, jak karykatura ma wyglądać, to ja też wiem, pan jako karykaturzysta też wie, wystarczy to tylko ładnie narysować! – poinformował mnie „ekspert” od karykatur.

Finał

Klient-dubler, wyznaczony przez 29 osób do negocjacji, miał jeszcze kolejne uwagi do przekazania od tych osób, ale czy był sens dalszej dyskusji? Nie widział żadnej karykatury artysty z którym rozmawia. Nie był nawet na stronie www, gdzie dokładnie opisane są informacje jak zamówić karykaturę, aby zlecenie zakończyło się wspólnym sukcesem. Było widać, że mówimy innym językiem, a mnożenie uwag ma służyć jednemu: zakończeniu sprawy (całkiem udanej) karykatury, która jednak się nie spodobała i w pełni nie zadowoliła każdej z 30. osób składających się na karykaturę dla koleżanki.

Kilka dni później odebrałem karykaturę z powrotem, oddając klientowi-dublerowi pieniądze. I mam wątpliwość, czy każdy z 30. „sponsorów” karykatury wyciągnie jakieś wnioski, aby sytuacja w przyszłości się nie powtórzyła. Oczywiście u innego już karykaturzysty. To on znów będzie winien, że nie wyszło dokładnie tak, jak chciała każda z 30. osób.

Tekst: (c) Karykatury.com
Na ilustracji: dwie karykatury, nie mające związku z powyższym tekstem