Sadurski karykaturzystą podczas EURO

karykatury

Niedawno zakończył się piłkarski turniej EURO 2016 we Francji. Nadarza się okazja, aby przypomnieć jaki związek z poprzednim turniejem, czyli EURO 2012 rozgrywanym w Polsce i na Ukrainie, miał karykaturzysta Szczepan Sadurski, szef serwisu Karykatury.com. Poniżej wywiad, jaki Sadurski udzielił 4 lata temu.

 

KARYKATURZYSTA NA EURO 2012

Polski satyryk i rysownik Szczepan Sadurski z rozmowie z Szymonem Zyśkiewiczem wspomina zakończony niedawno piłkarski turniej Euro 2012.

Byłeś ostatnio tajemniczy. Nie chciałeś zdradzać, czym się zajmujesz.
– Obowiązywała mnie wielopunktowa umowa. Gdybym chciał w jakikolwiek sposób poinformować o tym co robię, groziłaby mi finansowa kara w kwocie, w której jest kilka zer.

Ale już możesz zdradzić? Chodzi o Euro 2012?
– Tak. Każdego dnia, gdy w Warszawie na Stadionie Narodowym odbywały się mecze, nie kibicowałem tak jak inni, lecz pracowałem. Bo zawodowo nie tylko rysuję dla prasy i innych mediów, ale też podczas zamkniętych imprez rysuję karykatury na żywo.

Jak się zostaje karykaturzystą Euro 2012?
– Euro to wielki turniej i wielkie pieniądze, dlatego wszystko musiało być na najwyższym poziomie. Organizatorzy, jak w poprzednich turniejach Euro, rozgrywanych w innych krajach, wiedzieli czego potrzebują i kogo szukają. Potrzebowali najwyższej klasy, niezawodnych fachowców. Efekt: kilkaset narysowanych przez mnie karykatur powędrowało do wielu krajów świata. Będzie miłym wspomnieniem i pamiątką z Polski i z Euro.

Rysowałeś karykatury na Stadionie Narodowym?
– Rysowałem w zamkniętej strefie sponsorskiej, znajdującej się tuż przy stadionie. To zespół namiotów, wewnątrz którego była ustawiona scena oraz m.n. puchar, o który walczyły drużyny. Tu, dla specjalnych gości ze świata przygotowano wiele atrakcji rozrywkowych i kulinarnych. Jedną z nich był karykaturzysta.

Zaraz, zaraz… Kilkadziesiąt tysięcy ludzi kibicowało polskiej reprezentacji na stadionie, a ty tuż obok spokojnie rysowałeś?
– Niezupełnie. Rysowałem przed i po meczu. Gdy zaczynał się mecz, była przerwa na posiłek i obejrzenie meczu na jednym z wielkich telewizorów. Przepisy i umowy regulowały, że osoby z obsługi imprezy nie mogły oglądać meczów na stadionie.

Jak się ogląda taki mecz w telewizji wiedząc, że 100 metrów dalej inni kibice oglądają to na własne oczy?
– Oczywiście żal, że nie można być wtedy na stadionie. Poza tym mój bilet na mecz Polska-Rosja, bo przecież też jestem kibicem, musiałem sprzedać gdy dowiedziałem się, że będę tego dnia rysował. Dodam, że przekaz telewizyjny jest spóźniony o kilka sekund, więc zanim zobaczyłem niebezpieczną sytuację podbramkową, słyszałem wrzawę kibiców ze stadionu.

Co jeszcze zapamiętałeś jako osoba pracująca w kulisach Euro w Warszawie?
– Zmrok, obok mnie ogromny stadion pulsujący biało-czerwonymi światłami niczym wielki pojazd kosmiczny i co chwila ryk kibiców oglądających przebieg spotkania albo gromkie śpiewy polskich kibiców. To dziwne wrażenie, bo obok nie widać prawie nikogo, a za betonową ścianą stadionu wiem, że jest kilkadziesiąt tysięcy podnieconych kibiców i trwa mecz, którego nie mogę zobaczyć, lecz go czuję. Niesamowite wrażenie. Nagle, idąc obok tego stadionu do strefy w której znów będę rysował, usłyszałem szaleńczy ryk, jeszcze głośniejszy niż te wcześniejsze. Po chwili spiker powiedział, że Błaszczykowski strzelił Rosjanom gola.

Czy Stadion Narodowy był za każdym razem taki sam?
– Nie. Gdy grali na nim Polacy, on miał swoją duszę. To się czuło nawet będąc obok niego. Szkoda, że polscy piłkarze nie wykorzystali tak wielkiego wsparcia kibiców i nie awansowali do ćwierćfinału. Późniejsze mecze, już bez Polaków, ćwierćfinał i półfinał na Stadionie Narodowym, to już nie było to. Doping był znacznie słabszy, jakby na trybunach było kilka razy mniej widzów, a przecież było ich tyle samo.

Kończyłeś pracę już po północy. Jak wracałeś do domu?
– Kończyłem półtorej godziny po meczu, gdy największa fala kibiców opuściła stadion i jego bliskie okolice, więc nie było już tłumów. Na szczęście uruchomione były dodatkowe, nocne połączenia kolei podmiejskiej, którą wracałem do domu. Bo o to, żeby w sensownej odległości od stadionu zostawić swój samochód i potem nim wrócić, można było tylko pomarzyć. Służby porządkowe pilnowały, aby w promieniu kilku kilometrów nikt nie zaparkował samochodu. Dodam, że w ostatnim czasie okolice stadionu bardzo się zmieniły na korzyść, wypiękniały też stacje kolejowe.

A co z twoją propozycją z października 2009 r., aby Stadion Narodowy w Warszawie nosił imię Michaela Jacksona?
– Mam satysfakcję, że moja niezbyt poważna, ale jednak oficjalna i pierwsza propozycja na piśmie do Narodowego Centrum Sportu, wywołała narodową dyskusję. Nie łudziłem się, że ktoś odbierze mój pomysł na poważnie. Ale sentyment do stadionu pozostał. 100 dni przed Euro 2012 zadebiutował nowo wybudowany Stadion Narodowy w Warszawie i kibicowałem na nim polskiej drużynie, grającej z Portugalią. Nie sądziłem, że wkrótce będę tak blisko wszystkich meczy EURO rozgrywanych w Warszawie i będę robił to, co robię od urodzenia: rysował i dawał uśmiech innym.