Jak karykaturzysta został klaunem

akcje promocyjne shopping

Każdemu z nas życie płata różne figle i niespodzianki. To, że mogę zostać karykaturzystą można było przewidzieć, bo od zawsze lubiłem rysować. To, że zostanę klaunem…

Wśród pytań o rysowanie karykatur na żywo, otrzymujemy też pytania o rysowanie karykatur w centrach handlowych. Co jakiś czas w takich eventach uczestniczymy, jeśli nasze aktualne standardowe stawki zaakceptował klient. Poniżej wspomnienia po jednym z takich eventów.

Atrakcje w centrum handlowym

To miał być spory event w jednym z warszawskich centrów handlowych z okazji, którą mamy co roku w kalendarzach. A może to jednak była rocznica istnienia centrum handlowego? Szalony weekend z rodzinnymi zakupami, klientów znacznie więcej niż przy innych okazjach, dużo atrakcji. Hostessy, klauni, szczudlarze, występy muzyczne na niedużej scenie, konkursy dla klientów.

W którymś momencie padła informacja, że jako karykaturzysta też mam przywdziać okolicznościowy strój, adekwatny do eventowej braci. Żaden problem, przecież nie raz na różnych firmowych imprezach coś zakładałem na siebie. A to kubrak góralski, a to beret niby-karykaturzysty z paryskiego Montmartre. I inne elementy garderoby, dzięki której jako karykaturzysta staję się nieodłączną częścią tematycznego eventu. Czasem to trochę kiczowate i obciachowe, ale skoro dzięki specjalnej scenerii i ubiorom ludzie mają się świetnie bawić…

Karykaturzysta czyli klaun

W centrum handlowym przygotowano dla mnie specjalny strój. Tym razem miałem się przebrać od stóp do głowy, choć została na mnie biała koszula, obuwie i oczywiście bielizna. Żółte, obszerne pantalony na gumkę na wysokości pasa, czerwony kubrak, do tego coś efektownego, kolorowego na głowę. Po wdzianiu kompletu w garderobie, prezentowałem się podobnie do klauna, który obok z podłużnych baloników miał dla dzieci skręcać coś, co przypomina zwierzaki. Byłem gotowy do eventu o tematyce cyrkowej!

Szybko musiałem zdjąć włochatą czapkę – perukę afro, a moje włosy wyglądały jakbym właśnie wyszedł spod prysznica. Poza tym od tej czapki rozgrzała mi się głowa jakbym miał gorączkę, więc trudno było skupić się narysowaniu długiej kolejki ludzi w różnym wieku, wśród której przeważały dzieciaki. Trochę ciasny w klatce piersiowej kubrak jakoś przemilczałem, tym bardziej że po rozpięciu wszystkich guzików mogłem złapać oddech i swobodnie już oddychać. Organizator eventu ze zrozumieniem poszedł do rzeczywistości i nie upierał się, żeby włożyć z powrotem nieszczęsną czapkę.

Miejsc podobnych do mojego „stoiska” było więcej (były i inne atrakcje), ale oczywiście wciąż była kolejka po darmową karykaturę. Zaduch, głośne komentarze, zaglądanie przez ramię przez ciekawskie dzieci… Przez chwilę przemknęła mi przed oczami moja żona z synem, oboje rozbawieni moim nowym image.

Mimo, że event trwał sześć, może osiem godzin (z jedną półgodzinną przerwą), do dziś go pamiętam. A gdy z żoną wybieramy się na na zakupy i słyszę, że „tam gdzie byłeś klaunem” – dobrze wiem, gdzie jedziemy.

Tekst: (c) Karykatury.com