Karykatury na żywo – nie warto oszczędzać za wszelką cenę

karykatury karykaturzysta

Od kilkunastu lat prowadzę wiele rozmów z potencjalnymi klientami, których interesuje zatrudnienie karykaturzystów eventowych na różne imprezy firmowe. Wiele firm, nawet działające od dawna agencje eventowe nie ukrywa, że dotychczas nie zatrudniały karykaturzysty eventowego. Dla nich to nowość, więc nie wiedzą jak to wszystko wygląda, czy uczestnikom eventu się podoba, czy warto. Czasem słyszę: „Nasz klient zażyczył sobie karykaturzysty na imprezę, więc go szukamy”.

Wiele zależy od tego, na jakiego karykaturzystę najpierw trafi firma eventowa – na profesjonalistę czy amatora. I czy szuka fachowca czy kogokolwiek, byle taniego. W Internecie są oferty osób, których trudno nazwać profesjonalnymi karykaturzystami. Nie zakładam, że mają wiele zamówień, ale podejrzewam że czasem są zatrudniani przez tych, którzy szukają właśnie kogoś najtańszego.

Niedawno realizowaliśmy zlecenie pewnej firmy (sieć sklepów, event dla osób współpracujących i klientów, na którym brakowało tylko karykaturzysty). Czasu do imprezy nieco ponad tydzień, po otrzymaniu oferty przez kilka dni nie odpisują i nie oddzwaniają, więc stwierdziłem że sprawa jest nieaktualna i nawet o niej zapomniałem. Na 3 dni przed imprezą, telefonują że nadal chcą karykaturzysty. Szczerze powiedziałem, że działanie na ostatnią chwilę jest niezbyt profesjonalne. Wtedy rozmówca próbując się wytłumaczyć, zdradził kilka informacji. Oczywiście jak przewidziałem,

szukali kogoś tańszego.

Po drugie, kogoś takiego znaleźli, ale chciał zarobić „na lewo” czyli nie mógł wystawić faktury. Dla poważnej firmy takie podejście było nie do zaakceptowania, dlatego postanowili wrócić do oferty Karykatury.com. Po kilku godzinach była umowa, faktura zaliczkowa, nazajutrz szybki przelew, kolejnego dnia kilkusetkilometrowy dojazd na miejsce i wieczorem wykonanie usługi.

Jedno ze zdarzeń jak ulał pasujących do tytułu tego tekstu, zapamiętałem szczególnie. Podpisaliśmy umowę z firmą eventową, robiącą imprezę dla firmy, z okazji otwarcia nowej hali produkcyjnej. Ponieważ chcieli oszczędzić i zatrudniali karykaturzystę po raz pierwszy, a my jesteśmy elastyczni, w umowie był dodatkowy punkt. Możliwość przedłużenia rysowania o godzinę, na wniosek konkretnej osoby od firmy eventowej, która jest na imprezie.

Było jak zawsze: zainteresowanie duże, ludziom karykatury się podobają,

rysowanie non stop.

Jest prawie pierwsza w nocy, do zakończenia zapisanej w umowie godziny kilka minut, więc przepraszam chętnych na chwilę, odchodzę na bok i telefonuję do decydentki. Pytam, czy kończymy czy przedłużamy. Nie ja decyduję, ale wciąż są chętni, warto przedłużyć, bo część osób nie będzie zadowolonych. Decydentka jednak decyduje: – Proszę kończyć, nie będzie dodatkowej godziny. Może pan wracać.

Wracam na moje stanowisko do czekających na karykaturę i informuję: – Bardzo chciałbym z państwem zostać dłużej, niestety nie ja o tym decyduję. Zrobię jeszcze jedną karykaturę. Bardzo mi przykro, bo widzę, że wciąż są chętni. Szkoda, że nie ja o tym decyduję.

Poruszenie, oburzenie, głośne próby dociekania, kto to taki zdecydował, aby odwoływać karykaturzystę, gdy impreza rozkręca się na dobre. Kończę, przebieram się, wsiadam do samochodu i jadę do hotelu. Dodam tu, aby dotrzeć do miejsca eventu, o zmroku, na końcu nieoznakowanej i nieoświetlonej drogi wewnętrznej gdzieś na obrzeżach niedużego miasta w którym jestem po raz pierwszy w życiu, w dodatku w czasie gdy nie używano jeszcze GPS-ów, nie było łatwo.

Pół godziny później,

gdy byłem w połowie drogi do hotelu, telefonuje decydentka:
– Proszę pana, przedłużamy jednak o godzinę.
– Słucham?
– Zapłacimy za tę dodatkową godzinę, nich pan wraca, wszyscy na pana czekają.
– Przykro mi, to niemożliwe. Jestem bardzo zmęczony, dojeżdżam do hotelu, a pani teraz zmienia decyzję? Jeśli chciałbym teraz wrócić na miejsce, potrzebuję kolejną godzinę, bo trafić trudno. Teraz to nie dodatkowa godzina, ale dwie i pół godziny. Nawet jeśli chcecie dopłacić za 2 i pół dodatkowej godziny, po prostu jestem bardzo zmęczony i w tej chwili nie ma już szans.

Nie wiem co było dalej i czy były jakieś konsekwencje na linii: firma eventowa i klient płacący za wszystko. Na konto dostałem tyle co się należało, bo wszystko zrobiłem jak należy. Czy to wydarzenie nauczyło czegoś firmę eventową? Oby.

Tekst: Szczepan Sadurski / Karykatury.com