Historia pewnej karykatury

dzieło sztuki wartość cena

Czy karykatura, to dzieło sztuki?

Gdy kilka lat temu umarła bardzo znana dziennikarka, media o tym informowały i każdy o tym wiedział. W takim przypadku, jak każdemu, było mi po ludzku żal. Do tego świetnie pamiętałam, jak ok. dekadę wcześniej redakcja zamawiała u mnie jej karykaturę.

Szykowano galę jubileuszu redakcji i wszystko musiało być dopilnowane na tip top, również każdy szczegół karykatury. Były dwie wizyty w redakcji, kilka osób z działu konsultowało kolejne etapy powstawania karykatury z przełożonym, redakcyjnym decydentem (a może nawet kilkoma). Potem było uroczyste wręczanie karykatur na scenie (jej i innych dziennikarzy – ich karykatury też wtedy robiłem), w obecności polityków, ludzi kultury i mediów. Były kamery, błyski fleszy aparatów fotograficznych, potem publikacja relacji z uroczystości (na jednym ze zdjęć byli dziennikarze z moimi karykaturami). Było, minęło.

Śmierć sztuki po śmierci

Jakiś czas po śmierci dziennikarki ktoś napisał do mnie maila z zapytaniem, czy jestem autorem TEJ karykatury. Najprawdopodobniej przeczytał mój podpis, wrzucił pytanie do wyszukiwarki i wyszło, że jeśli SADURSKI – to tylko ten jeden. Warto było się upewnić i otrzymać potwierdzenie autorstwa z pierwszej ręki czyli od artysty.

Potwierdziłem autorstwo i przy okazji spytałem, jak zostaje się właścicielem takiej karykatury. Bardzo krótka odpowiedź wyjaśniła wszystko. Opróżniano mieszkanie zmarłej dziennikarki. Jak to w takich sytuacjach bywa, wartościowe przedmioty zabierane są lub spieniężane. Pozostałe trafiają na śmietnik. Wśród nich wspomniana karykatura. Wystarczyło ją znaleźć, w ramce, na śmietniku. Jednym słowem uznano, że jest nic nie warta.

Czy sztuka ma jakąś wartość?

Mam trzeźwe podejście do mojej pracy jako karykaturzysta. Ktoś zapłacił – karykatura jest jego. Dał innej osobie – karykatura jest już kolejnej osoby. Ktoś znalazł oryginał na śmietniku, zrobiło mu się żal i przygarnął – teraz on jest właścicielem. Zostaje brutalna rzeczywistość: po śmierci człowiek trafia pod ziemię, a jego dobytek na wysypisko śmieci. Tylko, czy jest to takie oczywiste?

Wiele portretów pozostało po osobach, których już na świecie nie ma. Zdobią pałace, muzea, galerie. Może gdyby to był obraz olejny na płótnie, ktoś uznałby, ze jest coś wart. Ale karykatura na papierze? Czy ona jest cokolwiek warta? W rozumieniu przeciętnego Polaka prawdopodobnie nie ma żadnej wartości. Tym bardziej, że osoby uwiecznionej już nie ma, więc po co komu taki obrazek?

Różne są zawiłości związane ze śmiercią bliskiej osoby i bólem po niej. Na pewno był jakiś szczególny powód dla którego uznano, że miejsce obrazka jest tylko na śmietniku i na zawsze ma zniknąć. Może ktoś nie chciał oglądać już tej twarzy. I nie miał ochoty ani czasu przekazać do Muzeum Karykatury (znajdującego się kilka kilometrów dalej), gdzie takie eksponaty są gromadzone.

Lokata kapitału

Dzieło sztuki, to wielkie słowo, więc wielu artystów, w tym karykaturzystów, ze skromności swych produkcji nie chcą nazywać dziełami sztuki. Każde z takich dzieł ma swoją historię (powyżej napisałem jej część) i każde (jeśli zostało wykonane przez artystę) – ma swoją wartość. Nie tylko artystyczną (czasem też sentymentalną) ale też materialną. Nieprzypadkowo istnieje rynek sztuki i niektórzy w dziełach sztuki lokują kapitał. Jedni kupują złoto, inni nieruchomości, jeszcze inni dzieła sztuki.

Dzieło sztuki z każdym rokiem jest więcej warte. Po śmierci artysty jest warte jeszcze więcej, często wielokrotnie więcej. Bo już nic podobnego ten artysta nigdy już nie stworzy.

Podobnie jak w przypadkach innych artystów, moje rysunki (oryginały) sprzed iluś lat, sprzedawane są co jakiś czas na aukcjach dzieł sztuki (m.in. DESA), po kilkaset złotych. Rysunki artystów już nie żyjących (wykonane na papierze) sprzedawane są nawet po kilka tys. złotych. Dla nabywców są uzupełnieniem zbioru i cieszą oko, ale też są lokatą kapitału. Żeby osiągnęły poważne ceny, czasami trzeba wielu lat. Wciąż zyskują na wartości. Mają konkretną wartość, o ile ktoś ma tego świadomość.

* * *

Powinna być puenta, jak we wszystkich podobnych tekstach na tym blogu. Tym razem, niech każdy, kto ten wpis doczytał do tego miejsca, niech sobie puentę dopisze sam.

Dzieło sztuki – tekst: (c) Szczepan Sadurski – Karykatury.com